reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00

Niedziela rozpoczęła się od spotkania na szczycie dwunastej ligi pomiędzy Nagel, a Weiti FC. Oba zespoły grały o najwyższy stopień podium, a dzieliła je różnica tylko trzech punktów. Stawka tego meczu była naprawdę wysoka. Jedni i drudzy stawili się w bardzo szerokich składach, lecz u gospodarzy zabrakło nominalnych bramkarzy. Mecz od samego początku był bardzo wyrównany i rozgrywany w szybkim tempie. Żadna z drużyn nie odstępowała w dążeniu do zwycięstwa. Kiedy sądziliśmy, że połowa meczu zakończy się remisem premierowa zdobycz bramkowa padła łupem gospodarzy, którzy w 25 minucie zdołali przełamać obronę rywala. Kiedy zawodnicy wrócili na boisko ich zapały nie ostygły i wciąż oglądaliśmy zacięty bój o laur zwycięstwa. Bardzo ładne akcje ofensywne po obu stronach krzyżowały się z zaciętą grą obronną. Taki przebieg meczu zmusił nas do długiego oczekiwania na kolejnego gola. Kiedy do końca spotkania pozostało jedenaście minut Nagel zdołał podnieść swoje prowadzenie o drugą zdobycz bramkową. Mogło się wydawać, że zwycięstwa już nic im nie odbierze, lecz w zawodnicy Weiti FC nie odpuszczali. Ich starania zostały nagrodzone dwie minuty później, a gol kontaktowy tylko zmobilizował ich w dążeniu do zwycięstwa. Zdecydowana ofensywa gości, oraz wysoki pressing zmusiły bramkarza gospodarzy do błędu, który Jan Jędrzejewski zamienił na bramkę przywracającą remis. Mecz zakończył się sprawiedliwym podziałem punktów i był to pierwszy remis na tym poziomie rozgrywkowym w tym sezonie. Obie drużyny musiały jeszcze poczekać na swoje drugie mecze tego dnia, a styl, który pokazały napawał optymizmem na bardzo zacięte spotkania.

2
09:00

Z samego rana mogliśmy obejrzeć pierwsze rozdanie w 12 lidze, która tego dnia musiała rozegrać aż dwa kolejki. Zaruby United jak zwykle w sporej liczbie, musieli stawić czoła bardzo osłabionemu Kemptonowi. Goście na mecz stawili się tylko w 5 osób, a 6 gracz dojechał dopiero po 15 minutach. Początek meczu należał w stu procentach do Zarubów, a konkretnie do Valeriego Rusala, który zdobył pierwsze 3 bramki dla swojego zespołu. Po chwili Oskar Kość załadował kolejną i było już 4:0. W tym czasie Michael Musiwago dotarł już na mecz, ale nie zdążył jeszcze się przebrać, a jego koledzy już zaczęli odrabiać straty, a konkretnie zaczął robić to Stydom Thondhlanga. Młody zawodnik zespołu gości był tego dnia niesamowity, ponieważ w pierwszej połowie zdobył 6 bramek i sprawił, że na przerwę schodziliśmy z wynikiem 5:6. Po przerwie obudzili się gospodarze, ale tylko na chwilę, bo Thondhlanga znów doprowadził do remisu 7:7. Następnie gola zdobył Kamiayo i goście znów objęli prowadzenie 8:7. W tym momencie ponownie odpalił się Stydom, który zaserwował kolejny dublet i sprawił, że jego zespół uciekł na dystans trzech bramek. Ostatecznie Zaruby przegrały 8:11 i straciły miejsce na podium. Kempton po swoim drugim meczu wspiął się na 3 miejsce w tabeli i może świętować świetny sezon.

4
09:00

Pojedynek Złączonych z Gastro Spartą nie miał już takiego ciężaru jak chociażby mecze 12 ligi w grupie mistrzowskiej, ale i tak każda z drużyn chciała wygrać to spotkanie. Początek ułożył się po myśli gospodarzy, bo już po trzech minutach i błędzie defensywy Gastro Sparty objęli oni prowadzenie w tym spotkaniu. Cztery minuty później było już 2:0. Łukasz Wasiak ruszył z indywidualną akcją przez środek boiska, bramkarz zawahał się i tak niefortunnie wybił piłkę, że ta znalazła się pod nogami zawodnika Złączonych i nie pozostało mu nic innego jak skierować ją do pustej bramki. Gol na 3:0 to również prezent Gastro Sparty, bo złe przyjęcie piłki przez golkipera gości wykorzystał Paweł Kostrzewa. Gdy Złączeni na pięć minut przed końcem pierwszej części podwyższyli na 4:0, wydawało się, że czeka nas mecz do jednej bramki. Tuż przed przerwą Gastro Sparcie udało się przełamać i Patryk Zadworny trafił na 4:1. Druga część meczu miała już zupełnie inne oblicze. Na bramce gości stanął Karol Rodak i musimy przyznać, że imponował swoją postawą między słupkami. Dość napisać, że w drugiej połowie jego drużyna nie straciła bramki, a przy tym mecz stał się znacznie bardziej wyrównany. Co więcej Gastro Sparta zaczęła odrabiać straty i dzięki dwóm trafieniom Bartka Bąka doprowadziła do stanu 4:3, a do końca meczu zostało jeszcze około 10 minut. Choć trudy meczu dawały się coraz bardziej we znaki obu ekipom, dążyły one do zwycięstwa. Wynik jednak nie uległ zmianie, choć ambitna gra gości prawie przyniosła im jeden punkt. Trochę szkoda pierwszych trzech bramek, które de facto padły bardziej po indywidualnych błędach, bo dalsza część meczu pokazała, że Złączeni byli w zasięgu. Gospodarzom jednak trzeba oddać, że w pełni wykorzystali nadarzające się okazje, a przy tym sami mieli jeszcze parę sytuacji do podwyższenia rezultatu.

5
11:00

W ostatnią niedzielę 12 liga rozegrała aż dwie kolejki. Przed tym meczem Zaruby i Nagel szły łeb w łeb, więc poniekąd był to mecz o mistrzostwo. Mobilizację dało się zauważyć w obu ekipach, ale z początku inicjatywa była zdecydowanie po stronie gości. Zaruby momentami zamknęły przeciwnika na jego połowie, ale nie przekładało się to na strzelanie goli. W 8 minucie goście dostali rzut wolny blisko pola karnego, ale zarówno bezpośredni strzał jak i dobitka jedynie obiły słupek. Inicjatywa powoli przechodziła na stronę Nagela i to właśnie ta ekipa zapunktowała jako pierwsza. W 14 minucie Tomasz Rębiewski podszedł do rzutu wolnego i precyzyjnie uderzył między nogami zawodników stojących w murze, a zasłonięty golkiper Zarubów nie zdążył z interwencją i piłka wtoczyła się do siatki. W 22 minucie Nagel podwyższył – Kamil Komorowski zdecydował się na strzał z niemal połowy boiska i trafił przy samym słupku. W końcówce pierwszej połowy zawodnik gości został ukarany żółtym kartonikiem, ale przewagi liczebnej Nagel nie przekuł na bramkę. W drugiej połowie zaczęło robić się coraz ciekawiej. W 32 minucie z rzutu rożnego dośrodkował Valerii Rusal, a Oskar Kość dołożył nogę i przewaga Nagela stopniał do zaledwie jednego oczka. W tym momencie inicjatywa przechodzi raz na jedną, raz na drugą stronę boiska i dopiero w 37 minucie doszło do sytuacji, która ustawiła resztę meczu. Sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy, a specjalista od stałych fragmentów gry czyli Tomasz Rębiewski nie pomylił się i Nagel zdobył bardzo ważnego gola. Team Piotra Grzesikiewicza poczuł, że zwycięstwo zaczyna uciekać i rzucił się do pogoni za wynikiem, ale dramatycznie brakowało skutecznego wykończenia, choć trzeba przyznać, że fortuna była też tego dnia po stronie gospodarzy. W 42 minucie kropkę nad i postawił Kamil Komorowski zdobywając gola na 4:1. Z taką przewagą Nagel mógł już uspokoić grę i cofnąć się do obrony i taktyka ta okazała się słuszna. Mimo wielu prób i starań Zaruby nie pokonały już ani razu Bartka Kucharskiego i w efekcie Nagel wygrywając ten mecz został mistrzem 12 ligi!

6
11:00

W meczu o podium WEITI FC podejmowało CF Kempton. Goście lepiej weszli w spotkanie, stwarzając sobie dużo okazji i wykorzystując wolne pole zostawiane przez gospodarzy. Jako pierwszy Huberta Sorokę pokonał Stydom Thondhlanga precyzyjnym strzałem z dystansu - 0:1. Po chwili, kolejne potężne uderzenie sprzed pola karnego zostało obronione przez bramkarza WEITI FC, ale do piłki doskoczył Michael Musiwango i z najbliższej odległości podwyższył wynik spotkania na 0:2. Gospodarze nie poddawali się i w kolejnych minutach mieli aż cztery dogodne sytuacje, jednak za każdym razem trafiali w słupek lub poprzeczkę. Nie próżnowali za to zawodnicy CF Kempton, którzy korzystali z zostawianej przestrzeni i wyprowadzali zabójcze kontrataki. W okolicach 15 minuty było już 0:4 i dopiero wtedy reprezentanci Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych, pokonali bramkarza gości - 1:4. Pomimo dogodnych sytuacji z obu stron, wynik do przerwy nie uległ zmianie. W drugiej odsłonie CF Kempton docisnęło śrubę. Kondycyjnie goście byli nie do zdarcia, pomimo tylko jednego zawodnika rezerwowego. Szczególnie wyróżniał się duet Michael Musiwango i Stydom Thondlanga, który łącznie zdobył 7 bramek. Goście świetnie rozgrywali stałe fragmenty gry, wykorzystując m.in rzut karny i rzut wolny. Tymczasem WEITI FC, dalej zrywami próbowało zdziałać, ale brakowało im odpowiedniej siły ognia, by dogonić przeciwnika. Całą drugą połowę goście prowadzili minimum czteroma bramkami, by ostatecznie wygrać 4:10. Dzięki trzem oczkom CF Kempton zgarnęło srebrne medale, natomiast WEITI FC po zdobyciu jednego punktu w dwóch ostatnich spotkaniach zajęło czwarte miejsce.

7
11:00

Miesiące gry, krew, pot i łzy – wszystko sprowadza się do ostatniej kolejki. Dwunasta liga miała w tym sezonie kilku dominatorów i wszystko rozstrzygało się w ostatniej kolejce sezonu. Entuzjaści 12 Ligi nie mogli prosić o lepszy scenariusz zakończenia tego sezonu. W meczu Sportano FC i Załączeni faworyt mógłby być tylko jeden. Gospodarze liczyli na korzystne rezultaty w korespondencyjnych pojedynkach, aby awansować do wyższej klasy rozgrywkowej. Goście ze swoimi problemami podchodzili do tego meczu bez żadnej presji. Spotkanie zgodnie z oczekiwaniami lepiej rozpoczęli zawodnicy gospodarzy. Już w 4 minucie Mikołaj Abramowicz wyprowadza swój zespół na prowadzenie i mamy 1-0. Niespełna minutę później Sportano wyprowadza kolejny cios i Abramowicz podwyższa prowadzenie. W kolejnych minutach mecz się wyrównał i widzieliśmy głównie grę w środku pola. Złączeni próbowali atakować, lecz często brakowało dokładności i wykończenia w wyprowadzanej akcji. W końcówce pierwszej połowy gracze w pomarańczowych strojach strzelają bramkę kontaktową i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2-1. Druga połowa to niby akcja za akcję obu drużyn, ale większą skutecznością wykazała się ekipa gospodarzy. Dwa trafienia „zrobiły” wynik 4-1 i poniekąd ustawiły spotkanie. Do końca oba zespoły starały się podwyższyć rezultat, lecz ten nie uległ już zmianie. Mecz ostatecznie kończy się wynikiem 4-1, który premiuje triumfatorów do awansu do wyższej klasy rozgrywkowej. Dla obu ekip był to wymagający sezon, ale teraz zawodnicy wybiorą się na zasłużone wakacje, by w kolejnym sezonie walczyć o jeszcze wyższe cele.

8
11:00

Takie mecze, jak starcie Shitable z Gastro Spartą pokazują, że nieważna jest stawka meczu, bo piłkarskie emocje mogą pojawić się nawet w spotkaniach „o pietruszkę”. Shitable jest młodą ekipą z bardzo dużym potencjałem i ich debiutancki sezon może nie poszedł wybitnie, ale z czasem widzimy coraz lepszą grę tych graczy, więc teoretycznie byli faworytem z zajmującą ostatnie miejsce w tabeli Gastro Spartą. Jednak ekipa gości zjawiła się bardzo zmobilizowana na to starcie, a co cieszyło najbardziej, również bardzo licznie. Początek spotkania ułożył się po myśli gospodarzy, którzy po golach Yevhenija Kovnata oraz Ivana Bilyka wyszli na prowadzenie 2:0. Jednak goście bardzo szybko odzyskali równowagę, gdy po golu z rzutu wolnego bramkę na 1:2 zdobył Patryk Zadworny, by następnie stan potyczki wyrównać na 2:2 po podaniu Szymona Ilnickiego. Do końca pierwszej odsłony inicjatywa była po stronie „Spartan”, którzy skwitowali swoją dobrą grę jeszcze dwoma trafieniami autorstwa Bartka Bąka, dzięki czemu przed zmianą stron mogli cieszyć się z prowadzenia 2:4. Krótki odpoczynek między połowami dodał sił graczom z Ukrainy, gdyż po ładnej bramce zdobytej „rogalem” autorstwa Ivana Kirianova było tylko 3:4. Stan meczu został wyrównany po bramce strzelonej przez Ivana Bilyka, który nie zmarnował dobrego podania od Ivana Kirianova. Gospodarze po raz kolejny wyszli na prowadzenie, gdy po akcji Luki Danylenko, kolejnego gola zdobył Ivan Kirianov. Goście nie zamierzali jednak odpuścić, i po ładnej akcji skrzydłem Bartka Opińskiego i podaniu w okolice pola karnego, swoje premierowe trafienie w tym meczu zdobył Karol Rodak. To co stało się po chwili było… wyjątkowe. Otóż najpierw Maksym Marchenko dla Shitable, a następnie Patryk Giedka dla Gastro Sparty zdobyli po bramce, a oba trafienia padły po strzałach… z własnej połowy. Trafienia efektowne, niecodzienne i w odstępnie zaledwie kilkunastu sekund. Wynik brzmiał 6:6, a gospodarze nacierali na bramkę rywali coraz mocniej. Efekt przyszedł, gdy po strzale kolegi z zespołu piłkę do bramki dobił Yevheni Kovnat i mieliśmy 7:6. Jednak po raz kolejny, tym razem w indywidualnej akcji na połowie rywali, sprytem popisał się Patryk Giedka, którego trafienie wyrównało stan na 7:7. Gdy wydawało się, że innej opcji, niż remis w tym meczu być nie może, w ostatniej akcji starcia, po podaniu Ivana Kirianova, gola zdobył Yevheni Kovnat, dzięki czemu skompletował hat-tricka oraz zapewnił ekipie Shitable komplet punktów. 8:7, świetny, zacięty mecz, wygrana wyrwana w końcówce, czyli kwintesencja niedzielnej piłki!

Reklama